November 13, 2010 przez agf1
Komentarze (0)
Urzeczona Marsa Alam, postanowiłam w tym roku wybrać się tam ponownie. Tym razem jednak to nie natura i podwodny świat zrobiły na mnie największe wrażenie... Moje najciekawsze wspomnienia dotyczą... zderzenia kultur.
W Egipcie byłam wcześniej dwa razy, zawsze w Marsa Alam, praktycznie na pustyni, bo miast w okolicy nie ma. Jedynymi Egipcjanami z jakimi miałam kontakt była obsługa hotelowa - zawsze byli to jednak mężczyźni.
W tym roku jednak coś było inaczej - po pierwsze w trakcie naszego pobytu tam skończył się ramadan - i myślę, że to miało wielkie znaczenie. Następnego dnia po jego zakończeniu, leżąc w basenie zobaczyliśmy tłum ludzi idących w stronę jednego z budynków hotelowych. Ale! Co to był za widok! Przyjechały jak się okazało 2 autokary Egipcjan i... Egipcjanek. Były to bardzo zamożne rodziny, ludzi o statucie przeciętnym na takie wypady nie stać.
Przez cały dzień w hotelowej restauracji nie mogliśmy jakoś przywyknąć, bo było ich tak dużo, że my, Europejczycy, stanowiliśmy kroplę w morzu. I mimo, że byłam tam trzeci raz to przyznam, że zobaczenie takiej ilości okutanych w chusty kobiet robi wrażenie niesamowite. Część z nich bardzo ortodoksyjna, to widać - suknie, wielowarstwowe szaty, część dziewczyn młodszych - jeansy, długi bawełniany rękaw, na to sportowy, wycięty t-shirt i poupinana na głowie chusta.
Ciekawi byliśmy co będzie w basenie czy w morzu - skoro one muszą mieć zakryte ciało to jak będą się kąpać? I zobaczyliśmy... ich kostiumy kąpielowe. Od stóp do głów - czarny "kombinezon" jakby z lycry z doszytą jednak kobiecą spódniczką. I chusta na głowie. Szczerze? Dla mnie takie ubranie jest niewyobrażalne! Tym bardziej, że ich mężowie, też Muzułumanie w końcu, chodzą w normalnych sportowych ubraniach - szorty i t-shirty z krótkim rękawkiem. Tak, wiem, że to ich religia i kultura i nic nam do tego, jednak uwierzcie - przebywanie wśród tych Muzułumanek było dla nas bardzo interesujące, co nie zmienia faktu, że frapowało nas nieustannie.
Zastanawiałyśmy się tylko z koleżankami co one muszą myśleć o nas?... ;/
I pewnego wieczora wybrałyśmy się na hotelową dyskotekę. Wchodzimy, patrzymy, a tam siedzą same "chusty", na parkiecie tylko jacyś trzej, czterej europejscy goście. Zaczęłyśmy tańczyć, kątem oka jednak obserwując te kobiety. Widać było, że niektóre się już bujały, jednak żadna nie odważyła się wstać. Koleżanka nie wiedząc jak się do nich odezwać, a już troszkę bardziej "odważna" zaprosiłam je na parkiet skinieniem ręki. One popatrzyły jedna na drugą i nieśmiało zaczęły wstawać! Potem jedna z nich zatańczyła do ichniej muzyki, a nam szczęki opadły i z zachwytu nad jej ruchami nie mogłyśmy się wysłowić. A kilka Muzułmanek podeszło, zaczęło pytać jak nam się podobało, co sądzimy o tym tańcu itd.
I wiecie co? Mogę powiedzieć - one były tak samo ciekawe nas, jak my ich!
March 6, 2010 przez agf1
Komentarze (0)
Egipt, marsa alam, zdjecia podwodne, kolorowe ryby
W Marsa Alam, nowym regionie w Egipcie otwartym dla turystów spędziłam z mężem najlepsze jak dotąd wakacje. Region dopiero się rozwija, hotele są nowe, a co najważniejsze natura jest tam dziewicza. Byliśmy zachwyceni!!! Postaram się Wam opisać różne aspekty naszego pobytu w Marsa Alam:
Hotel Blue Reef Resort, 4*, z opcją all inclusive - wspaniały hotel, położony na bardzo dużym terenie, pokój 2-osobowy olbrzymi, łazienka z wanną, suszarką, prysznice, cała w marmurze (w domu też bym taką chciała:) z pokoju wyjście na taras, a widok na plażę i morze...Obsługa hotelu doskonała, myślę, że Egipcjanie nie są jeszcze tak zmanierowani i może zniechęceni jak w innych, istniejących od lat kurortach. Byli uśmiechnięci, przyjaźni, jak widzieli, że np. nie możemy znaleźć wolnego leżaka od razu przychodzili i pomagali. Hotel z basenem, położony bezpośrednio przy plaży. W morzu jest tam martwa rafa, ale był "wydłubany" od brzegu taki duży zbiornik, dla mnie super, bo nie umiem pływać, a tam się nie bałam, bo wiedziałam, że mnie nie zniesie :) Potem ciągnie się ta martwa rafa, której trochę się bałam jak usłyszałam o niej w biurze podróży, ale okazała się super - można było wejść daleko w morze w wodzie po kostki :)
Jedzenie - dla mnie bardzo dobre, dużo warzyw, jak ktoś lubi, to były też owoce morza - ośmiornice w sosie, kraby z grilla i inne takie paskudztwa :) a jak ktoś bardziej preferuje europejskie jedzenie to można było codziennie pojeść kuchni włoskiej - najróżniejsze makarony z najróżniejszymi sosami.
Turyści - no właśnie, nawiązując do włoskiego jedzenia - ten region został odkryty przez Włochów i to są przez Włochów założone hotele - dlatego te makaroniki z sosami.
Choroby - byliśmy tam dwa tygodnie i oczywiście dopadła mnie biegunka... ale nie martwcie się - nie jest tak strasznie i jedyna dobra rada - lećcie od razu do apteki i pokażcie na brzuch - ja dostałam leki, koszt chyba ok. 20 dolarów, i przeszło następnego dnia. Nie bierzcie i nie leczcie się naszymi lekami, bo nie warto - to nic nie da.
Walizka - jak już zaczęłam wątek co zabrać to pociągnę dalej - najważniejsze to buty do wody (można też kupić na miejscu), najlepiej całe gumowe, nie z materiałem od góry, bo nasz się podarł na rafie :( , oczywiście kostium kąpielowy, klapeczki, chustka lub czapeczka na głowę, duuużo kosmetyków do i po opalaniu, proponuję zabrać też wapno profilaktycznie i jak ktoś ma uczulenie na słońce to jakiś balsamik antyuczuleniowy z apteki, przyda się też dla pań jakaś duża chusta - można się obwiązać i żeby nie tracić czasu od razu pędzić na obiadek:) konieczna jest też maska i rurka do snurkowania - nie bójcie się jeśli nie umiecie pływać... - o tym za chwilę.
I najważniejsze - aparat fotograficzny - my przed wyjazdem specjalnie na ten cel kupiliśmy aparat do zdjęć podwodnych -Olympus SW 1030. Do tego zabraliśmy też laptopa żeby móc zrzucać fotki, bo jak się okazało już pierwszego dnia karta była pełna, poza tym od razu codziennie oglądaliśmy zdjęci i uczyliśmy się jak najlepiej cykać fotki ruchliwym rybkom :)
Atrakcje - jedną wielką atrakcją jest tam podwodny świat. Jak już pisałam nie umiem pływać, boję się wody, ale jak zobaczyłam zdjęcia, jakie zrobił mój mąż pod wodą to było niemożliwością żebym będąc tam nie zobaczyła tego na żywo.. i tak w "brodziku" w morzu uczył mnie obchodzenia się z okularami, potem oddychania z rurką. I tak nawet chodząc po wodzie (wpierw w brodziku, a potem tam dalej, już za martwą rafą, gdzie zaczynała się prawdziwa rafa), z głową pod wodą mogłam zobaczyć inny świat... ten, kto to widział zrozumie co mówię, a ten kto nie, cóż... trzeba samemu to zobaczyć - żadne filmy i zdjęcia tego nie oddadzą, ten świat jest trójwymiarowy, kolory fluoroscencyjne, nie mogłam uwierzyć widząc na własne oczy jakie barwy i wzory mają ryby...
Okolica - mnie trochę przerażało jak się dowiedziałam w biurze, że dookoła hotelu jest tylko... pustynia. Nie ma tam miast (główne miasto dopiero się buduje), hoteli w pobliżu, alejek handlowych, ulic... sklepiki, apteka, salon masażu itp. są tylko na terenie hotelu. Ale uwierzcie - ma to niesamowity urok nawet jeśli lubi się imprezować :)
Dodatkowe atrakcje - można oczywiście skorzystać z fakultatywnych wycieczek oferowanych przez biuro podróży. My byliśmy na całodziennym rejsie - tylko turkusowa woda, pojedyncze wysepki (z białym piaskiem - jak na Malediwach:), w programie 3 zejścia do wody ze zwiedzaniem rafy - ja oczywiście ze statku nie zeszłam, bo świadomość tego, jaka jest tam głębokość mnie paraliżowała, ale mój mąż sobie ponurkował :) Mi się i tak podobało - opalałam się na górnym pokładzie i cieszyłam oczy i duszę widokami...
To, co zobaczyłam i czego doświadczyłam spełniło moje oczekiwania, ba, nawet je przewyższyło. Mam nadzieję, że moja opowieść skusi choć kilku z was do odwiedzenia tego miejsca [póki jeszcze nie jest zniszczone.
| (c) 2009-2012 Copyright by giramondo.pl | projekt i wykonanie PROFES, tworzenie stron internetowych |
